- Gdzie… Gdzie ja jestem? – szeroko otwarte oczy obiegały wzrokiem białe ściany i pracujące urządzenia, które stały przy łóżku. – Hej!
W pomieszczeniu nikogo nie było, ale przez uchylone drzwi było widać poruszających się za nimi ludzi. Do sali wszedł lekarz w białym kitlu.
- Witam, jak się dziś czujemy? – zapytał podchodząc do pacjentki.
- Zajebiście – wychrypiała ironicznie.
Boże, co ja tutaj robię?
- Miałaś wypadek, niecały tydzień temu. Cieszę się, że już się obudziłaś – odpowiedział na pytanie, które po chwili powiedziała na głos.
- Tydzień temu? – nie mogła uwierzyć, że tak długo była nieprzytomna.
- Tak. Jeśli badania nie wykażą nic poważnego, jutro panią wypuścimy.
- Miło – powiedziała i pozwoliła, by lekarz ją zbadał. Po chwili dołączyła do niego młoda pielęgniarka podając dziewczynie jakieś tabletki do połknięcia. Nie chciała wiedzieć, co to jest, więc bez zbędnego gadania popiła pigułki.
Lekarz wpisał coś do karty pacjenta i wyszedł.
- Siostro – zagadnęła dziewczyna. – Co się w ogóle stało? Czemu tu jestem?
Wysoka szatynka odwróciła się do niej, wyglądając znad grubych oprawek swoich okularów.
- Nie pamiętasz?
- Jakoś nie specjalnie – chciała się podnieść, ale po długim pobycie w pozycji leżącej zaczęło kręcić jej się w głowie i z powrotem opadła na białą poduszkę.
Czemu wszystko tutaj musi być tak bardzo białe? Spojrzała w dół. No tak. Biała szpitalna piżama, czemu jej to nie zdziwiło…
- Budynek na Santa Monica, w którym znajdował się bar, zawalił się w zeszły piątek. Oprócz ciebie przywieźli jeszcze parę poszkodowanych. Masz szczęście, że to tylko kilkudniowa śpiączka.
- Boże… - szepnęła sama do siebie. – Pierwszy tydzień w Los Angeles, a już wylądowałam w szpitalu…
- Rzeczywiście, niezły pech – zaśmiała się pielęgniarka, która majstrowała coś przy urządzeniach obok łóżka pacjentki.
- Tu jesteś! – do pokoju wbiegł wysoki farbowany blondyn. – Co robisz?
- Pracuję, ciołku.
Chłopak podszedł do niej, szeptem wymienili parę zdań, po czym wyszedł, życząc pacjentce szybkiego powrotu do zdrowia i uśmiechając się.
- Kto to był? – zapytała ciekawska dziewczyna. – Kojarzę go skądś.
- Był w barze podczas tego nieszczęsnego wypadku. Może tam go widziałaś?
Tak! Olśniło ją. Pamiętam. Siedział obok mnie i rozmawiał z barmanem. Kiedy przyszłam tak dziwnie zlustrował mnie wzrokiem. Nawet się uśmiechnął. I kiedy wstał, był taki wysoki w porównaniu ze mną, tak jak ta pielęgniarka. Byłam w trakcie pierwszego drinka.
Kilka chwil później została już sama ze swoimi myślami. Zastanawiała się, co dalej będzie. Gdzie pójdzie po wyjściu ze szpitala, czy spotka jeszcze chłopaka o blond włosach na swojej drodze, czy uda jej się wynająć jakieś mieszkanie, czy dostanie pracę. I co najważniejsze – jak dalej potoczy się jej życie. Przemyślenia przerwał jej chłopak, który, tak jak ostatnio, bez skrępowania wbiegł do jej sali.
- Jest Eva? – zapytał zasapany, rozglądając się wokół. Dziewczyna pokręciła przecząco głową. – W takim razie sorry – uśmiechnął się przepraszająco.
- Czekaj – zawołała za nim, kiedy wysoki blondyn wychodził. Odwrócił się w jej stronę z zainteresowaniem, ciekawy, co też mała istotka w szpitalnym łóżku ma mu do powiedzenia.
- Byłeś w tym barze, prawda? – zaczęła trochę nieśmiało. – Siedziałeś obok mnie. A później tańczyliśmy – przypomniała mu z nadzieją, że ją rozpozna.
- Tak. Uroczo wyglądałaś w tej czerwonej sukience – puścił jej oko, po czym wyszedł zamykając za sobą drzwi.
A jednak to on. Muszę go poznać – postanowiła.
Kiedy z ulgą stwierdziła, że przestało jej się kręcić w głowie, wstała powoli, zakładając wyniszczony szpitalny szlafrok, leżący w nogach jej łóżka. Napiła się z plastikowego kubeczka, który stał na szafce, mając nadzieję, że to tylko czysta woda.
- Siostro – zagadnęła znajomą pielęgniarkę.
- Słucham? W czymś jeszcze pomóc? – zapytała uprzejmie.
- Nie… To znaczy tak – nie wiedziała jak zacząć. – Chodzi o tego chłopaka, który był tu ostatnio.
- No tak. Wyszedł przed chwilą. Jeśli się pospieszysz, złapiesz go przed szpitalem – wskazała korytarz na prawo.
Podziękowała i pobiegła, w stronę wskazaną przez pielęgniarkę, starając się nie potrącić nikogo. Cieszyła się, że nie musiała jej nic tłumaczyć.
- Hej, uważaj.
Chłopak, na którego wpadła złapał ją mocno, chroniąc przed twardym upadkiem.
- Em… Przepraszam – dziewczyna szybko ocknęła się z zamyślenia i stwierdziła, że ma przed sobą wysokiego blondyna.
- Nie szkodzi. Gdzie tak pędzisz? – zaśmiał się. – Chcesz tam wrócić z połamanymi nogami?
Dziewczyna zmieszała się. Miała mu powiedzieć, że właśnie go goniła, bo chciała sobie z nim pogadać o pogodzie? Jak tylko o tym pomyślała, z nieba zaczęły kapać drobne krople wiosennego deszczu.
- Jeśli nie masz nic przeciwko, to… - wskazał budynek po drugiej stronie ulicy. – Tam jest kawiarnia.
- Jasne – zgodziła się od razu.
Przeszli między samochodami stojącymi w popołudniowym korku i weszli do lokalu, chroniąc się przed deszczem, który z każdą chwilą przybierał na sile. Usiedli przy stoliku w rogu, przy oknie.
- Co podać – od razu przybiegła do nich kelnerka w zielonym fartuszku i z notesem w ręce.
- Dla mnie to, co zwykle, a dla mojej uroczej towarzyszki gorąca czekolada.
- Jest tu ktoś jeszcze? – zapytała dziewczyna rozglądając się wokół ich stolika, kiedy kelnerka odeszła.
- Dlaczego? – chłopak nie wiedział, o co jej chodzi.
- Powiedziałeś „dla uroczej towarzyszki”, a ja tu nikogo nie widzę – wyjaśniła próbując zachować poważny wyraz twarzy.
- Jesteś szalenie zabawna… Ja tu chcę być miły, a ty się tak odwdzięczasz… - odpowiedział udając obrażonego.
Chwilę potem, dziewczyna w fartuszku postawiła przed nimi napoje. Czekolada i piwo.
- Jak ci w ogóle na imię? – zapytał chłopak.
- Jestem Camilla.
- Ja Duff, miło mi – uśmiechnął się do niej przyjaźnie, a ona delikatnie się zarumieniła. – Od dawna jesteś w Los Angeles?
- W sumie, to… Z jakiś tydzień. Wcześniej mieszkałam w małej mieścinie na drugim końcu kraju. Właściwie to byłam w więzieniu… - urwała, spoglądając jak chłopak zareaguje na tę wiadomość. On jednak kiwnął głową, by kontynuowała. – Siedziałam przez pięć lat za domniemane zabójstwo swojej matki. Którego oczywiście nie popełniłam – dodała szybko. Spojrzała przez szybę na ludzi, którzy w nerwach chowali się w budynkach przed ulewą. – W końcu się zorientowali, że nie byłam winna. Ale tych kilku lat nikt mi już nie odda. Kiedy mnie wypuścili nie miałam do kogo pójść. Moja starsza siostra gdzieś przepadła, nie miałam z nią żadnego kontaktu. Młodszą przybraną siostrzyczkę zabrali do rodziny zastępczej, której nie znałam. Ojciec zostawił nas, kiedy byłam jeszcze mała. Dalszej rodziny nie znam, matka nie chciała, żebym ich poznała – zmoczyła usta w słodkim, ale gorącym płynie, który oparzył jej język. - Wzięłam wszystkie swoje oszczędności i przyleciałam tu pierwszym możliwym lotem. Znalazłam jakiś tani hotel, w którym się zatrzymałam, a trzeciego dnia tutaj, trafiłam do szpitala. Zajebiście, prawda? Teraz kasa mi się skończyła i nie mam gdzie się podziać.
Skończyła swoją opowieść równo z opróżnieniem kubka. Na dworze przestało padać i zaświeciło słońce, a na ulicy ponownie pojawili się ludzie.
Chłopak dokładnie zlustrował siedzącą naprzeciw niego brunetkę.
- Możesz… - wyrwał ją z zamyślenia. – Możesz wrócić ze mną. Pomieszkać jakiś czas.
- Przestań… Nie chcę siedzieć ci na głowie.
- Ależ nie ma najmniejszego problemu. Przecież cię tak nie zostawię. Idziemy – rzucił na stół banknot i pociągnął za sobą dziewczynę.
Co on kurwa robi? Tylko problemy na siebie sprowadza…
- Przestań – próbowała wyrwać mu się na ulicy. – Rozum ci po tym piwie odebrało – zaśmiała się.
- To tylko piwo, Mała – puścił jej oko, złapał za rękę i trzymając całą drogę, aby nie uciekła, zaprowadził do domu kilka przecznic dalej.
Przez równo ścięty trawnik biegła kamienna dróżka, prowadząca od furtki z jasnego drewna, do drzwi na trzystopniowym podwyższeniu. Chłopak otworzył je i przepuścił przed sobą Camillę.
- Witaj w dżungli, Mała…
Fajne ^^ Również dodaje do obserwujących :)
OdpowiedzUsuńBardzo ciekawie się rozpoczyna. Z niecierpliwością czekam na dalsze części :).
OdpowiedzUsuń